versuris.com

versuri sarmacja - marcin "machoranis" socha

Te rog, așteaptă...

[refren]
kiedy polska zmienia się w las, wiem że to już ten ten czas, ej, ej
sarmacja
kiedy promil zamienia się w procent, widzę jak nie płacze mój docent
że ten
sarmacja

[zwrotka 1]
czuje jak wchodzą już niemce, a my ciągle w łóżku po drzemce
bałkani chcą skończyć i finu, a my jeszcze tylko pięć minut
gdy się pierwszy raz tak naprałem, wąs mi wyrósł jakby possałem
a ciągle bez klinu, ehh
tanie gówno kupione w żabie, bez ziemniaków zrobione w labie
czuć siarkę z dodatkiem gówna, temu gównu nic się nie równa
uciekałem przed menelami, bo jechałem strasznie szlugami
czytała czubówna, wiem

miałem parę szabli obok mojej nogi
spod żupanu wystawały niczym krejzi frogi
krwi się lało dużo, aż wpisałem aezakmi
ponieważ w powozie opróżnili cały bak mi
miałem tam jeszcze dobre z pół litra
zawsze tam przed matką ekwipunek kitram
zostało talarów już niecałe dwieście
chodź sarmacjo dzisiejsza noc na mieście

[refren]
kiedy polska zmienia się w las, wiem że to już ten ten czas, ej, ej
sarmacja
kiedy promil zamienia się w procent, widzę jak nie płacze mój docent
że ten
sarmacja

[zwrotka 2]
ma dziewucha mnie lubi chyba, tak mówiła: tyś chyba z niba
zapraszałem ją do stajenki, i męczyłem ją tam kwadranse
musiała słuchać tej piosenki, potem z ręki makabre danse
co za ulga była, siup
lech powiedział, że ma potencjał, czech i rus też potwierdzili
coś czuję, że dała im kęsa, wan r l t w i bez sk!lli
jeszcze polska nie zginęła, ziooom, 8 przykazanie, wbija grom
co za ulga była, siup
przeminęły lata, ja z tą samą szablą
inna dziewka, tamta grzeszna greczka przeszła na blond
półtora roku temu byłem już konradem
teraz już patrzę znowu gdzieś pod ladę
terz każdy ma fulwypas za dniówkę albo mniej
wtedy przychodzą sm-tni panowie, bo tak, bo nie
nie masz co gadać jak andrzej, leppiej będzie ciszej
jeśli nie chcesz płakać to wyjedź albo zmień kliszę

[bridge]

kawa, rawa, wawa, nawa
taka sprawa niesłychana
nie śpij, ziomek, jak naprawa?
znowu ukradli nam prawa

- versuri marcin machoranis socha

versuri aleatorii